Designed by:
SiteGround web hosting Joomla Templates


statystyka
DyMnO czyli zalążek KB Galeria Adventure Team? Drukuj Email
Wpisany przez Misiek   
poniedziałek, 16 czerwca 2008 23:49

Dymno 2008, czyli Długodystansowy Marsz na Orientacje odbywający się w tym roku w Pułtusku, Wenecji Mazowsza.

Wraz z Jankiem do tych zawodów zgłosiliśmy nasz skromny 2 osobowy team na trasę ekstremalną, czyli w skrócie 25 km biegu na orientacje, 11 km pływania kajakiem na orientacje, 2 zadania specjalne tj. nartorolki i pamięciówka oraz na koniec teoretycznie tylko 57 km na orientacje rowerem. Limit czasu 15h wydawał się przed startem, wyznaczonym ze sporą "górką". Nie zostawało zatem nic jak skończyć ten rajd.

Dla Janka to był chyba pierwszy taki multidyscyplinarny występ, dla mnie tak naprawdę czwarty, czyli byliśmy praktycznie debiutantami, co potwierdziło się na trasie ale po kolei.

 

7.00 start! Najpierw scorelauf po mieście, chyba śmieszna sprawa dla autochtonów, bo ledwie przebudzeni w sobotni poranek co chwila spotykają zdało by się bezładnie biegających wokół nich ludzi, wybiegają z prawej, lewej, przeskakują przez płoty wbiegają w podwórka gdzie nikt się nie zapuszcza.

 

fot: www.silne-studio.pl

Dalej rowerem do Bazy Turystycznej w rezerwacie Popławy, a stąd na pozostały odcinek BnO. Jankowi wyraźnie się podoba napieranie po lesie, angażuje się w ustalanie wariantów, wybiera te "malownicze", jest super, trafiamy praktycznie bezbłędnie na kolejne punkty, odczuwamy lekki dyskomfort bo po nocnych opadach jest mokro, a zarazem lekko duszno, jednak cały etap uważam za bardzo przyjemny i pokonany sprawnie. Czas 3,5 h może nie jest najlepszy ale na tle limitu czasu na ten etap wynoszącego 6h to w ogóle rewela.

Wsiadamy zatem na nasze rowery i wracamy do miasta na etap kajakowy. Moje dotychczasowe doświadczenia z kajaka prysły jak zobaczyłem mapę, zdębiałem scorelauf na kajaku. Wybieramy wydaje się logiczny, pod prąd kanałami, z prądem rzeką Narwią, jednak nie unikamy napierania pod prąd także rzeką. Dlaczego, bo popłynęliśmy tzw. "owczym pędem" za osadą przed nami (ja zawaliłem nawigacje) i zostaliśmy bezczelnie oszukani przez wędkarza, który rozłożył swój zestaw u wpływu do starorzecza gdzie był ukryty jeden PK. Nic nie szkodzi! Jest fajnie słonko przebija się przez chmury, woda wkoło nas, klimat wakacyjny, nigdzie nam się nie spieszy. Kończymy o godz. 13 z hakiem czyli po przeszło 2,5 h spędzonej w kajaku. Humory dopisują!


fot: www.silne-studio.pl

Czas na zadania specjalne, pamięciówkę spędziliśmy na dożywianiu się i pojeniu, to że złapaliśmy stowarzysza i 20 min kary czasowej w niczym nam nie przeszkadzało i na tym skończyła się sielanka.

Schody zaczęły się na etapie nartorolkowym, powiem dużymi literami TO BYŁ PORONIONY POMYSŁ. Straszna męka, dla mnie raczej połowiczna bo umiem jeździć na nartach, trochę na rolkach i łyżwach. Janek jednak tego nie umie no i miał przechlapane, strasznie dało mu to w kość, a mi zepsuło partnera psychologicznie, po prostu przestało mu się podobać. Uśmiech jednak mi z twarzy nie zszedł w końcu tylko 57 km na rowerze i ponad 7h czasu ile to średnio wychodzi 8 km/h? Skończymy i Janek na mecie się naprawi pomyślałem.

A tu etap rowerowy okazuje się kompletną ekstremą. Nasz brak doświadczenia, ciągłe zmiany skali mapy, komary i trudno dostępne punkty kontrolne spowodowały, że zabrakło nam czasu na znalezienie 3 PK! Mimo ponad 87 km na liczniku, nie udało się! Wstyd? Nie! Frycowe!

I czas na podsumowanie:

1. Pokonaliśmy 8 zespołów plasując się dokładnie w środku stawki.
2. Bawiliśmy się raczej dobrze.
3. Poznaliśmy piękne okolice.
4. Zmęczyliśmy się zdrowo, bardzo zdrowo.
5. Osobiście mi się podobało, Jankowi tylko do połowy.

Misiek
 
©2008-2009 KB Galeria Warszawa, Powered by Joomla! 1.5
Ask ve Sevgi  - Ask ve Sevgi sitesi - Ask ve sevgi blogu - Ak ve sevgi - ak ve Sevgi sitesi