|
O Biegu Rzeźnika słyszeli już chyba wszyscy fascynaci biegowych przygód. Jeżeli jednak nie wszyscy odsyłam na stronę: http://www.biegrzeznika.pl/. Kilkoro takich fascynatów chciało się jednak w tym roku osobiście przekonać o jego walorach. Oto jak start wspominają członkowie KB Galeria - relacja równoległa.
1. Dlaczego zdecydowałaś(łeś) się na uczestnictwo w VI Biegu Rzeźnika? Dżastin Ten bieg potraktowałam jako wyzwanie, jest to podobno najtrudniejszy bieg w Polsce. Grej (witamy!) To był mój drugi start w tym biegu i tak naprawdę na mecie poprzedniej edycji byłem pewien, że ja tu wrócę. Ten bieg można biec kilka razy i za każdym razem inaczej i za każdym razem to będzie zupełnie inny bieg, chociaż na tej samej trasie. Albo w słońcu, albo w deszczu, albo na wynik, albo na ukończenie i jeszcze wiele albo. Rumi Jakoś tak wyszło. Zawsze chciałem pobiec w tych zawodach, a tak się złożyło, że znalazł się ktoś, kto ma takie same plany. Miodzio Najpierw był Bieg Katorżnika, a potem Maraton Komandosa. Bieg Rzeźnika był trzeci w kolejności, decyzja o udziale w nim nie zapadła szybko.
2. VI Bieg Rzeźnika to start w parach. Co skłoniło Cię (co było główną przyczyną), że pobiegłaś(łeś) w zespole właśnie z ta osobą? Dżastin Wystartowałam w parze z Piotrkiem, z którym biegam często i znam jego tempo biegu. Dodatkowo mój partner jest tolerancyjny, co potwierdził również w biegu Rzeźnika. Nazwa drużyny – „Daleko jeszcze?” nawiązywała do pytania przeze mnie zadawanego w długich biegach przed maratonem w Berlinie. Grej Tak samo jak poprzednią edycję i tę biegłem z moim bratem Wojtkiem. To On rok temu, zupełnie spontanicznie zaszczepił we mnie wirusa, który nazywa się „Bieg Rzeźnika”. Przez cały rok razem się przygotowywaliśmy, motywowaliśmy. Znamy się na wylot, porozumiewamy się w biegu bez słów, uśmiechem, grymasem, tempem. Rumi Przypadek. Miodzio Od wielu lat razem z Rafałem pokonujemy trudy życia wojskowego, razem biegaliśmy również to co było przed Rzeźnikiem. Często sobie powtarzamy – „Maszeruj albo giń!!!” i jak dotąd jakoś się nam udaje.
3. Czego obawiałaś(łeś) się najbardziej w tym biegu? Czy Twoje obawy były słuszne? Dżastin Najbardziej obawiałam się swojej wytrzymałości fizycznej i psychicznej na tak długim dystansie. Obawy nie były słuszne, zawiódł brak przygotowania technicznego na zbiegach. Grej Obawiałem się dwóch rzeczy pogody, zarówno tej upalnej jak i deszczowej jak i odnowienia kontuzji, przez, którą na jesieni nie biegałem. Jeśli chodzi o pogodę to ta edycja biegu przywitała nas ulewą, a co za tym idzie potwornym błotem, a jeśli chodzi o moją nogę to po kontuzji nie było śladu. Tak na marginesie Ewa i Andrzej jeszcze raz dziękuję. Rumi Wszystkiego się obawiałem: trasy, pogody, że zabraknie mi sił, że złapię kontuzje, a przede wszystkim, że zawiodę kolegów, z którymi miałem biec. Na szczęście udało się. Miodzio Niespodzianek w cyklu: uraz, kontuzja, upadek, nieoczekiwana niedyspozycja. Widać na zapas i niepotrzebnie.
4. Co było dla Ciebie największym, pozytywnym zaskoczeniem tego biegu? Dżastin Największym zaskoczeniem było zorganizowanie busa przez organizatora na mecie. Nie wsiedliśmy do autobusów zgodnie z rozporządzeniem organizatora tylko poszliśmy do knajpy. Organizator załatwił specjalnie dla nas i innych par, które dotarły później specjalny bus. Grej Pozytywem było to, w jaki sposób organizatorzy poradzili sobie z tym nieprostym logistycznie przedsięwzięciem, przy tak licznej w tym roku obsadzie. Rumi Pomimo, ze nie byłem przygotowany sprzętowo, to dałem rade. Miodzio Zdecydowanie to, że tak naprawdę, ten ogromny dystans i długi czas można pokonać miłością do gór. Odkryłem Bieszczady po raz kolejny na nowo i jeszcze raz się w nich zakochałem, choć byłem tam już kilka razy i to w o wiele cięższych warunkach.
5. Co oceniasz najbardziej krytycznie? Dżastin Chyba jednak brak worka na przepaku w Cisnej (nie dojechał). Rozumiem organizatorów, że przy takiej liczbie uczestników ciężko wszystkiego dopilnować, ale bez pożywienia od znajomych mogłam już właściwie schodzić z trasy. Grej Jeżeli już to użyłbym raczej słowa niedociągnięcie, niż krytyka. Na pewno baza noclegowa. Ale to taki podobno bieszczadzki standard. Dodaje kolorytu. Rumi Zapomniałem. Miodzio Zbyt mało zmęczony i ubłocony. Liczyłem na wizerunek Diabła Tasmańskiego który wraca do jamy po globalnej wycince Amazonii.
6. Czy startując w VI Biegu Rzeźnika zrealizowałaś(łeś) założone przez siebie plany, a jeżeli tak to w jakim stopniu? Dżastin Zakładam ukończenie biegu w limicie. Limit został przekroczony o 32 minut ze względu na warunki pogodowe. Grej Ten bieg miał być biegiem „na bogato” na wynik. Założenia były takie: złamać 12 godzin i gdzieś tam daleko na horyzoncie myśl „hardcore”. Wyszło tak, że w deszczu i w błocie czasami po kostki, z lekką niedyspozycją żołądkową Wojtka przewartościowaliśmy już w Cisnej nasze plany na: poprawić wynik z ubiegłego roku. Udało się o 16 minut. Rumi Nie udało się. Nie złamałem 12 godzin, ani nawet 13-tu. Tak bywa. Miodzio Zawsze w takich debiutach stawiam na pierwszym miejscu bezawaryjność na mecie. Doleciałem do mety bez najmniejszego uszczerbku na zdrowiu. Najpierw zdrowie, później wyniki – i udało się.
7. Co sprawiło Ci najwięcej trudu podczas biegu z punktu widzenia twojego osobistego przygotowania? Dżastin Najtrudniej mi było na zbiegach. Nie ćwiczyłam tego, chodząc po górach nigdy nie odczuwałam trudności przy schodzeniu. Tu tych zbiegów było dużo, szczególnie przy schronisku Chatka Puchatka oraz na serpentynie do mety w Ustrzykach. Grej Wiedziałem, że w tym biegu zbiegi są najważniejsze i najtrudniejsze i na nich można najwięcej czasu zyskać jak i stracić. Byłem przygotowany fizycznie na bardzo szybkie zbieganie, ale nie rzeką błota. Tam, gdzie rok temu zbiegałem, w tym roku schodziłem bojąc się, aby nie skręcić nogi. Rumi Bieganie z plecakiem. Nie byłem przygotowany do noszenia ciężarów. Kręgosłup ledwo to wytrzymał. Miodzio Zdecydowanie zbiegi i to w dodatku błotniste, szczególnie niebezpieczne w walce z grawitacją. Rafał był silniejszy na zbiegach ode mnie, ja z kolei dominowałem na podbiegach. Dzięki temu uzupełnialiśmy się znakomicie.
8. Czy kiedyś wrócisz na trasę Biegu Rzeźnika? Dżastin Po dotarciu na metę nie brałam tego pod uwagę, ale od kilku dni nie przestaję myśleć o tym biegu i oczywiście o poprawieniu swojego wyniku. Grej Na pewno tak. Bogatszy o nowe doświadczenia. A poza tym w dalszym ciągu gdzieś na horyzoncie myślowym jest „hardcore”. Rumi Postaram sie. Miodzio Zdecydowanie tak. Wtedy już na pewno powalczę z czasem.
9. Oceniając globalnie cały bieg (trasę, organizację, warunki przyrodnicze, towarzystwo, atmosferę itp.) jaką wystawiłabyś(łbyś) notę w skali od 1(min) do 10(max)? Dżastin Imprezę oceniam na 9 pkt, 1 punkcik mniej ze względu na brak worka na przepaku. Grej Postawiłbym 9. To był dla mnie najwspanialszy bieg w jakim brałem udział do tej pory. Rumi 9. Miodzio Globalnie 7, choć w ocenach cząstkowych byłoby dużo dziesiątek.
10. I na koniec dosłownie jedno zdanie od siebie. Dżastin Będąc w biurze zawodów przed startem i widząc Panów z napisami na koszulach typu żołnierz nie umiera nigdy czy maraton komandosa zastanawiałam się jak ja ukończę ten bieg i co ja tutaj robię. Mówiłam, że jestem z innej bajki, ale ta bajka mnie wciągnęła. Grej Bieg magiczny, z klimatem, wspaniałymi ludźmi, ale nie zapominajmy o tym, że wymagający pod względem fizycznym, jak i psychicznym. Rumi Jestem szczęśliwy. Miodzio Dzięki dopingującej mnie rodzinie, przyjaciołom, wspaniałym nieznajomym oraz magicznemu obliczu Bieszczad poznałem kolejną, nie odkrytą dotąd, granice moich możliwości.
Wyniki:
Wojciech GRZESZCZUK i Grzegorz GRZESZCZUK (Grej) „Braciaki” – czas 12:19 (follow the leaders!)
Rafał PETYNKA i Mariusz MIODUSZEWSKI (Miodzio) „PETEK i MIODZIO” – czas 14:04 Radosław MOSCICKI (Rumi), Marcin LASOCKI, Marcin LEWANDOWSKI „KB GALERIA Warszawa” – czas 15:04 Justyna KOWALCZYK (Dżastin) i Piotr WÓJCIK „DALEKO JESZCZE?” – czas 16:32
Dżastin, Grej, Rumi i Miodzio |