|
Już po raz drugi miałam okazję uczestniczyć w sztafecie "Polska biega", promującej akcję. Tym razem wraz z 7 innymi członkami zespołu wyruszyłam do Suwałk. Nasza sztafeta była jedną z 4 ,które udały się do granicznych miast takich jak: Cieszyn, Słubice, Przemyśl i Suwałki. Wszyscy wystartowaliśmy 5 maja we wtorek z miejscowości Piątek będącej geograficznym środkiem Polski.
Nasza trasa licząca 528 km została podzielona na 6 dni z dokładnie wyliczonymi odcinkami na każdy dzień, tempem oraz czasem postoju w miejscowościach oznaczonych jako premie lotne. W skład sztafety weszły oprócz mnie 3 kobiety: Ania "Beauty" z Byledobiec Anin, Sabina z Krakowa oraz Ania z Bytomia. Męską część reprezentował zmieniający się kapitan: Maciej Kurzajewski lub Przemysław Babiarz lub Leszek Blanik. Natomiast stały męski skład stanowili: Aleksander Dzięciołowski z TVP Sport, Paweł z KB Gymnasion oraz Romek z Pabianic.
Pierwszy dzień był dla nas w miarę lekki gdyż mieliśmy tylko 76 km do pokonania do Płocka. Wszędzie witano nas gorąco, szczególny entuzjazm wzbudzał Maciej Kurzajewskim będący naszym kapitanem podczas dwóch pierwszych dni. Podział na trasy i ilości kilometrów w ciągu 6 dni wyglądał następująco:
Dzień pierwszy Piątek - Płock         73,2 km Dzień drugi      Płock - Przasnysz    121,8 km Dzień trzeci     Przasnysz - Kolno    116,1 km Dzień czwarty  Kolno-Mikołajki        76,3 km Dzień piaty      Mikołajki -Olecko     104,1 km Dzień szósty    Olecko - Suwałki     37 km

Każdego dnia umawialiśmy się co do wyboru trasy i ilości kilometrów, ale średnia z całego tygodnia wychodziła nam każdego dnia po 15 km. Nowy dzień niósł za sobą nowe wrażenia i nowe spotkania. Możliwość przebiegnięcia swojego odcinka z reprezentacją danej miejscowości była tak naprawdę najważniejsza. Wrażeń z udziału w sztafecie mam bardzo dużo, szczególnie jednak utkwił mi bieg pierwszego dnia ze strażakami z Żychlina do Suserza, gdzie Panowie podczas mojego 11 km biegu wymieniali się co kilometr na komendę nadawaną przez megafon z wozu strażackiego. Zresztą strażacy byli obecni na większości odcinków jako eskorta, ale tylko ze mną przebiegli cały odcinek.
Drugiego dnia z kolei wystartowałam jako pierwsza (po lekkim śniadanku) o godz. 7 00 z Płocka do Radzanowa na odcinek 13 km. Towarzyszył mi Sebastian - biegacz z Płocka, będący jednocześnie pracownikiem Urzędu Miasta. Patrząc na jego sylwetkę od razu widać było, że biega - oby więcej takich urzędników w Polsce. Pobiegł ze mną 5 km, zostało mi 8 km do finiszu w Radzanowie. A tam miła niespodzianka wójt gminy i statuetka. Wybór porannej godziny był strzałem w dziesiątkę, nie tylko ze względu na towarzystwo i miłe powitanie, ale też dlatego, że miałam pogodę bez deszczu. Po moim finiszu powoli padało coraz mocniej, inni uczestnicy sztafety niestety bez względu na pogodę musieli przebiec swój odcinek. Tego dnia przebiegłam jeszcze 5 km ( na szczęście bez deszczu) z Ciechanowa wraz z biegaczami Klub biegacza Promyk. Startując z miasta wykonaliśmy rundkę honorową z zamku Książąt Mazowieckich. 
Trzeci dzień okazał się wietrzny i tym razem również wybrałam sobie odcinek 13 km ( 13 to moja szczęśliwa liczba) z miejscowości Amelin, gdzie zachęciłam nawet księdza do przebiegnięcia kilkuset metrów. Jednak trudy dwóch pierwszych dni i pierwsze pęcherze dały się we znaki i po 9 km niestety musiał mnie zmienić inny członek sztafety Roman- strażnik miejski z Pabianic. Jego zachowanie pokazało ,ze jesteśmy zespołem i najważniejsze jest dobiegniecie wspólnie do celu.
Czwarty i piąty dzień już wszyscy pokonywaliśmy realizując krótsze odcinki, gdyż trasa robiła się coraz bardziej pagórkowata. Widoki za to coraz piękniejsze, gdyż przebiegaliśmy przez krainę wielkich jezior. Szczególnie ciepło wspominam Mikołajki, gdzie pomylono mnie z narciarką Justyną Kowalczyk. Jak zwykle na rogatkach miasta przywitała mnie grupka biegaczy wraz z nauczycielami w czerwonych koszulkach , która postanowiła nam dać wycisk właśnie na podbiegach do stadionu. Przemysław Babiarz wyjaśnił zebranym, że jestem biegaczka a nie narciarką, oni chyba uznali, że jednak się sprawdziłam, bo wyjątkowo otrzymałam od nich klubowa koszulkę w kolorze czerwonym.
Takich pomyłek związanych z moim nazwiskiem było dosyć sporo podczas trwania sztafety włącznie chyba z największą, gdzie w Suwałkach przywitał mnie były mistrz narciarski Wojciech Fortuna. Koniec biegu w Suwałkach był dla nas bardzo wzruszający. Grupa sztafetowa bardzo się zaprzyjaźniła a finisz z mistrzem olimpijskim Leszkiem Blanikiem był dla nas dokonanym punktem wieńczącym.

Gdyby ktoś zapytał mnie czy warto biec 6 dni i poświęcić swój czas, bez wahania odpowiem, że warto. Widać po roku czasu od mojej ostatniej sztafety w Krakowie , że coraz więcej osób chce biegać i to robi.
Dżastin |