| „Maryśka” szalona czy lana, czyli spontaniczne bieganie w lesie marysińskim |
|
|
| Wpisany przez tomir |
| środa, 22 kwietnia 2009 22:04 |
|
Do lasu marysińskiego przyjechali następujący Galernicy; and, pierwszy gal, miodzio, rumi, elemelek i tomir. Ciekawe jest to, że Galernicy byli większością i stanowili ponad 20% ogólnej liczby biegaczy w tym biegu. Każdy miał swój powód by wyrwać się w tym dniu z domowej zagrody. Większość tłumaczyła to paleniem kalorii i koniecznością poprawy formy, czyli zaliczenie treningu. Słyszałam też jak niektórzy narzekali na nudę świąteczną i straszny bezruch w tym czasie. A jeszcze ktoś inny mówił, że biegnie z miłości do Maryśki. Tak czy inaczej dla wszystkich cel był jeden, „Biegać po Maryśce”. A Maryśka do najłatwiejszych nie należy. Ten kto ją zaliczył pewnie to potwierdzi. Na początku biegnie się równo ale później Marycha stawia opory, to pod górkę, to znów z górki. Po przeforsowaniu tych trudności, a inaczej po szczytowaniu niby powinien być koniec, ale nie u Maryśki ta serwuje nam na zakończenie finisz w postaci długiej, długiej prostej. Za to na mecie pojawia się szalone zadowolenie z zaliczenia Maryśki lub marysińskiego, oczywiście lasu. Staje się też jasne dla czego bieg nazwano „Szaloną Maryśką”. Niechaj żyje nam sto lat „Szalona Maryśka”.
Podobnych spontanicznych biegów w Warszawie i okolicy mamy już wiele i chyba na dobre wpisały się one do kalendarza biegowego. Fajnym a zarazem zawsze czymś innym w tych biegach jest to, że zawodnicy startują w różnym czasie a kończą (przynajmniej powinni) wszyscy o jednej godzinie. Jednak wydaje się, że najfajniejsze jest to, że imprezy te przebiegają na zupełnym luzie w niezwykłej atmosferze. Zaś biegnący zawodnicy sami narzucają sobie tempo biegu. Jest to takie bardziej ściganie się z samym sobą niż z rywalem. tomir
|






W drugi dzień Świąt Wielkanocnych 2009 roku odbył się spontaniczny bieg po lesie marysińskim, który zawsze nosi nazwę „Szalonej Maryśki” lecz tym razem była to chyba jednak bardziej „Lana Maryśka”. Lana, ponieważ odbyła się w lany poniedziałek. Szalona też pozostała, bo kto normalny jeśli nie musi to biega w drugi dzień świąt szczególnie, że na stole tyle smakołyków i wybornych trunków. No i tym razem bardzo spontaniczna a to dlatego, że w tak krótkim czasie została zorganizowana. Organizatorzy, tu głęboki ukłon w ich stronę, sami pewnie mieli dylematy czy jest to dobry termin i czy będą chętni do biegania w ten świąteczny dzień. Jak widać chętni się znaleźli. Frekwencja może i nie była porażająca ale za to zawodnicy Klubu Biegacza Galeria Warszawa wydatnie przyczynili się do jej poprawienia.
