|
Od początku 2009 roku przedstawiciele Klubu Biegacza „Galeria Warszawa” aktywnie uczestniczą w imprezach biegowych. Co weekend jest przecież jakaś okazja by gdzieś pobiegać. Zazwyczaj Galernicy biegają w Warszawie lub jej okolicy, czasem gdzieś dalej. Zazwyczaj też w czasie jednego weekendu reprezentują swój klub w jednej lub dwóch imprezach. Jednak w dniach 14 i 15 lutego było inaczej. Dlatego też trudno nie pokusić się chociażby o krótkie podsumowanie tych dni.
Galernicy w sumie zaliczyli sześć imprez. W sobotę; bieg w Trzemesznie, Duathlon na Młocinach, zaległy Zimnar oraz pierwsza odsłona Dwumaratonu Bydgoskiego. W niedzielę: druga odsłona Dwumaratonu Bydgoskiego, Szalona Maryśka i Zimnar. W sumie jedenastu reprezentantów Galerii przebiegło łącznie 246,6 km. Wszyscy uczynili to w bardzo dobrym stylu i godnie reprezentowali swój klub. Niektórzy nawet „wykręcili” tak dobre czasy, że pozwoliły im one na zajęcie miejsca na pudle. Pozostali którzy nie uczestniczyli tym razem w żadnej imprezie też byli aktywni i z tego, co nam wiadomo ostro trenowali by w niedługiej przyszłości w jeszcze liczniejszym gronie reprezentować barwy klubowe. Poniżej niezwykle ciekawe relacje z poszczególnych biegów, napisane przez ich uczestników i składające się na obraz tego ciekawego zimowego weekendu.
VII Zimowy Bieg Trzech Jezior – Trzemeszno, 14.02.09
Tam był jakiś bieg? No był, bo przecież po co bym tam jechał? No właśnie. Czy oby na pewno na bieg? Zastanawiam się i dochodzę do wniosku, że chyba nie, skoro prawie nie pamiętam startu.
 To jednak ja. Ten po lewej. A wiec, co pamiętam? No pamiętam, jak jechaliśmy w autokarze. No piwko było. Jedno małe pamiętam, że było. Więcej bym przecież nie wypił. Pamiętam klasztor w Mogilnie. Piękny klasztor był, bardzo stary. Z podziemiami, a jakże, klasztor pełna gębą, ale jakoś bez rewelacji. W "Panu Samochodziku i Templariuszach" lochy były lepsze. Pamiętam ośmioosobowa cele, piętrowe łóżka tez pamiętam. Bardzo dobrze pamiętam flaszkę i wyśmienita nalewkę Konsula. Kolegów z Gymnansionu też dobrze pamiętam. Gadaliśmy całą noc prawie, nawet po zgaszeniu świateł ktoś przez sen coś opowiadał i muzyki słuchał. Gadaliśmy świństwa, tak jakby wcale nie było tam żadnej dziewczyny, a przecież była. Tylko spała. Może to i dobrze, że spała, bo zszargałbym sobie opinie do końca, chociaż wiele nie piłem. A może właśnie dlatego, że mało piłem to zszargałbym sobie opinie, no bo co to za Galernik, który mało pije? I w dodatku prawie na trzeźwo takie głupoty gada? Pamiętam jeszcze pobudkę i potworny ból głowy z niewyspania. No i ten ból nie przeszedł mi aż do powrotu do Warszawy. Mógł zostać wprawdzie pokonany tabletkami, ale w powrotnej drodze autokar zamienił się w arenę programu "Jak oni koszmarnie śpiewają" tudzież innego "Idola". Szczerze mogę powiedzieć, z ręka na sercu, że to dobrze, że panowie wybrali karierę biegowa, bo ze śpiewania trudno byłoby im wyżyć, a w bieganiu to mogą jeszcze odnieść jakieś sukcesy. Cały ten koncert najchętniej wymazałbym precz z pamięci, ale tego moja pamięć jakoś nie chce posłuchać. Tego nie da się zapomnieć, to zawsze wróci jak koszmar. Cóż, trzeba będzie z tym żyć. 
Aaaa - no tak, jeszcze jedno: pomiędzy pobudka i powrotem był jeszcze jakiś bieg. No bieg jak bieg. Co ja wam będę pisał, przecież wiecie jak to jest na zawodach. No start był i meta, do której dobiegłem w czasie 1,08,30. Nawet medal dostałem. No i wygrałem w losowaniu margarynę. Czad. No i była tam też moja koleżanka z Galerii, Gazela (na zdjęciu), ale ona tak śmignęła w tym biegu, że z czasem 1,03,31 zajęła 3 miejsce w swojej kategorii i nawet jakiś puchar dostała. Dla mnie bez wątpienia nie był to mój dzień. (Rumi) II Zimowy Duathlon Młociński 2009 – Warszawa, las Młociński, 14.02.09

W sobotni ranek wybrałem się na znaną wszystkim Pętle Młocińską by wziąć udział w duathlonie. Choć nie po raz pierwszy łączyłem bieganie z rowerem podczas jednych zawodów to jednak w takiej formule (bieg 7km -> rower 21 km -> bieg 3,5 km) był to mój debiut. Aura na szczęście (moje szczególnie ale o tym później) dopisała i zawody odbyły się w pięknej śnieżnej scenerii. Do zawodów przystąpiło ok. 35 osób w tym 5 Pań, było się więc z kim ścigać. Przed zawodami postanowiłem, że mimo iż impreza jest dla ludzi z grupy IM 2010 to spróbuje powalczyć. Pierwszy etap biegowy poszedł mi dobrze, ukończyłem go na 6 miejscu przegrywając z tymi, z którymi normalnie są poza moim zasięgiem i ze stratą 2,5 min wyruszyłem na etap rowerowy.  Pierwsze okrążenie rowerem pokazało mi, iż mój rower wyjątkowo dobrze na tle innych się prowadzi, problem stanowiło dla mnie jedynie odpowiednie dobranie przełożenia na poszczególne części trasy (różny poziom ubicia śniegu, technika wyprzedzania) i opanowanie tętna po biegu. Wyprzedzać zacząłem już na 2 okrążeniu, na początku byli to zdublowani zawodnicy ale już na 3 okrążeniu wyprzedziłem lidera po biegu. Jazda rowerem szła nadzwyczaj dobrze, przez cały etap nikt mnie nie wyprzedził a w strefie zmian dopadłem czołówkę.
Na okrążenie finałowe wystartowałem jako 2 (będąc przekonanym, że 3), jakieś 10 sekund za zwycięzcą. Nie udało mi się niestety obronić przed Sylwkiem Karczewskim a moje nogi zmęczone rowerem zwyczajnie nie chciały nieść. Uważając, że przegrałem podium zwolniłem nieco i lekko pobiegłem w kierunku mety. Ku mojemu zaskoczeniu na mecie okazało się, że jestem trzeci. W nagrodę otrzymałem super czapkę uszatkę. Jak pokazały wyniki jako jedyny zszedłem na etapie rowerowym poniżej godziny, myślę jednak, że to zasługa dobrych opon, które pozwalały mi rozwijać prędkość nawet 30 km/h, co w mocno zimowych warunkach było po części wręcz nierozważne. W zawodach wzięli udział także Miodzio, Mbucz i And (na zdjęciu), która odniosła jeszcze większy sukces ode mnie zajmując 2 miejsce wśród Pań. (Misiek) III Zimowy bieg na raty – czyli „odrabiany Zimnar” – Warszawa, WAT, 14.02.09
Sprawdziłam kalendarz - sobota i nie ma żadnego biegu? O duatlonie dowiedziałam się za późno, a poza tym rower o tej porze roku to nie dla mnie. Postanowiłam odrobić Zimnara. Telefon do Wojtka, który też bierze udział w tym cyklu, i jego pozytywna decyzja – odrabiamy zaległości (w ten sposób duatlonowcy stracili kibica - przepraszam).
W sobotni poranek (przed 11 :-) zjawiliśmy się na zaśnieżonym stadionie WAT. Krótka rozgrzewka poprzedziła start. O godz. 11.00 Prezes wyruszył na trasę a ja kilka minut późnej, ale ukończyć bieg mieliśmy wspólnie. Warunki do biegania w tym dniu były straszne. Ciężko biegło się po mokrym śniegu. Nogi mokre, ciężkie, a i dopingu innych biegaczy brakowało. Nie ma to jak zawody „na dopingu”. Na szczęście widoki na trasie były przepiękne, zima w pełni. Pierwsze kółeczko przebiegłam na spoko, na drugim było ciężko ale za to na trzecim dostałam skrzydeł. Co prawda nie udało mi się dogonić Wojtka ale gdy finiszował "miałam go już na widelcu". Cali mokrzy, zmęczeni ale bardzo zadowoleni wracaliśmy z biegu. Sprawdziliśmy też nasze czasy. Były niezbyt imponujące. No ale cóż przy tej pogodzie na życiówki nie liczyliśmy.
(Gosia)
„Dwumaraton Bydgoski” – tym razem tylko dla jednego – Bydgoszcz, 14/15.02.09
Jak już powszechnie wiadomo Dwumaraton Bydgoski to dwa maratony, które należy przebiec dzień po dniu. Piszę o tym, bo pewnie jak już powszechnie wiadomo, po raz kolejny takiego wyczynu dokonał niejaki Galernik AnKa. Mi natomiast tym razem nie dane było zaliczyć dwóch biegów. Przebiegłem jeden, niedzielny. Za to z całkiem przyzwoitym czasem, 3,56,20, tym bardziej, że powszechnie też wiadomo jaką porę roku mamy. Jednak porównując pogodę w Bydzi z tego weekendu do tego co działo się tutaj w styczniu, raczej można powiedzieć, że była teraz bardziej wiosna niż zima. Tym razem zupełnie nie było w Bydzi śniegu, świeciło piękne słoneczko, jedynie zostało mroźne, rześkie powietrze o temperaturze od – 3 do 1º C.

Chciałbym jeszcze na zakończenie tej krótkiej relacji usprawiedliwić się z tego, że przebiegłem jeden maraton nie dlatego, że zabrakło mi siły, motywacji, wiary lub czegoś podobnego ale dla tego, że po prostu w sobotę pracowałem. W ogóle jak już powszechnie wiadomo weekendy ostatnio mam zajęte. Jednak gdy tylko sytuacja ta ulegnie zmianie pewnie po raz kolejny pobiegnę dwumaraton. Może nawet jeszcze w tym roku, do czego namawiam i innych Galerników.
(tomir)
„Szalona Maryśka” po raz trzeci czyli walentynkowy bieg w parach – Marysin Wawerski, 15.02.09
Wpisała się już na dobre do Galeryjnego kalendarza biegowego i bardzo słusznie, bo „Szalona Maryśka”, spontaniczny, cykliczny, niedzielny bieg po marysińskim lesie, jak się okazuje, przynosi nam coraz więcej radości.
Formułę już znamy, bo za nami nie jedno Spontaniczne Młocińskie Ściganie, Spontaniczne Kabackie Ściganie czy Guzik z Pętelką, ale miejsce dla niektórych całkiem nowe. I pomimo przeciwnie skrajnego końca stolicy, chętnie przyjeżdżają tu Galernicy. Spontaniczne biegi bez ustalonych, ścisłych reżimów startowych (sami je sobie ustalamy) dają nam wszystkim swoisty komfort, a przede wszystkim wewnętrzny spokój, zarówno przed startem jak i podczas samego biegu. To jest w tych biegach chyba najfajniejsze. Starujemy na zupełnym luzie.
Renia z Darkiem (główni organizatorzy biegu – tu wielki ukłon w ich stronę) dodają do tego jeszcze mnóstwo serca i pozytywnej energii, która pozwala nam po biegu powiedzieć głośno - WIELKIE DZIĘKUJEMY!

Dzisiejszy bieg, oprócz stałego podziału na dwie trasy: 5km i 7,5 km, poszerzony był o dodatkowa formułę - bieg w parach, związany w walentynkowym świętem. W galeryjnych barwach na dystansie 7,5 km wystartowały dwie pary: Gosiaczek z Pierwszym oraz And z Miodziem. Na mecie otrzymaliśmy symboliczne medale piernikowe w kształcie serduszek.
Nic więcej nie zamierzam dodać. Było po prostu Miodziowo!!!
(Miodzio)
III Zimowy Maraton Na Raty – tym razem Zimnar po raz piaty – Warszawa, 15.02.09
Po raz piąty wystartował na stadionie WAT bieg na 6 km, w którym miałam okazję uczestniczyć. Była to dla mnie dopiero pierwsza edycja Zimnara w tym roku, podczas gdy dla większości biegaczy już piąta. Porównując bieg z edycja z zeszłego roku mogę powiedzieć, że organizacyjnie Zimnar się poprawił. Zapisy w budynku WAT, gdzie znajdują się szatnie poprawiły zaplecze biegowe. Start odbył się bez zmian o godz. 10.00 ze stadionu WAT po pętelce 2 km. Uczestników zameldowało się dużo więcej niż w poprzednim roku. Zauważyłam dużo młodych twarzy, rzucały się w oczy 3 dziewczyny w czerwonych spódniczkach, o których przeczytałam na stronie www.maratonczyk.pl. Muszę przyznać, że ten bieg potraktowałam zupełnie treningowo, gdyż tego dnia miałam zapisane w moim planie treningowym 20 km. Swój trening rozpoczęłam na godzinę przed startem, wykonując 8 km ze średnim czasem 5,40 /km. Potem zapis na bieg, który odbył się bardzo sprawnie we wspomnianym budynku WAT i miła niespodzianka w postaci niskiej opłaty startowej w wysokości 3 zł. O 10.00 ruszyłam wraz z innymi biegaczami. Pierwszą pętelkę pobiegłam poniżej średniej z poprzednich 8 km, gdyż tłum biegaczy pociągnął mnie za sobą. Potem przy kolejnych 2 pętelkach obniżyłam tempo, ostatecznie osiągając czas 34 minuty na dystansie 6 km. Pomysł z włączeniem Zimnara do planu treningowego był bardzo dobry, gdyż dzięki udziałowi w biegu zmobilizowałam się do dodatkowych kilometrów w czasie zawodów oraz do wykonania jeszcze 2 pętelek. Ostatecznie tego dnia zrobiłam 18 km, wykonując 9 pętelek w ośnieżonym otoczeniu na trasie idealnie wymierzonej przez Harcerza - organizatora Zimnara. (Dżastin) |