Designed by:
SiteGround web hosting Joomla Templates


statystyka
Bieg z Canalettem w garści Drukuj Email
Wpisany przez jang   
wtorek, 06 stycznia 2009 22:20

Nowy rok rozpocząłem bardzo osobliwie. Podobnie jak i w poprzednich latach postanowiłem po sylwestrowej nocy w ramach oczyszczenia organizmu skorzystać z zaproszenia Andrzeja Krochmala i wybrać się w południe 1 stycznia 2009 r. na imprezę orientalistyczną. Nosiła ona nazwę VII Noworoczno-Bąbelkowe Marsze na Orientację. Tym razem miała ona wyjątkowy przebieg i została zrealizowana wg pomysłu Leszka Hermana-Iżyckiego, tego samego, który zgotował nam hardkorową trasę rowerową na Dymno 2008.

W samo południe zebraliśmy się na piaszczystej plaży po praskiej stronie Wisły w okolicach ZOO. W sumie było około 30 osób. Przed nami roztaczała się panorama Starego Miasta po drugiej stronie rzeki. Zaczęliśmy od tradycyjnych noworocznych bąbelków i symbolicznego fajerwerku. Rozpoczęcie rywalizacji uwieczniał radiowy dziennikarz, który przeprowadził kilka wywiadów z organizatorami, a i ja miałem okazję powiedzieć parę zdań do mikrofonu. 

Potem głos zabrał budowniczy trasy Leszek i nieźle nas zaskoczył. Bowiem dziś zamiast map mieliśmy otrzymać czarno-białe reprodukcje obrazów Canaletta (a właściwie Bernardo Bellotto) przedstawiających Warszawę...

 

Canaletto malował swoje weduty (obrazy miasta) w latach 1767–1780. Jedną z nich była panorama ówczesnego centrum Warszawy, czyli dzisiejszej Starówki, widziana z praskiego brzegu. Było to mniej więcej to samo co widzieliśmy przed sobą w naturze, tylko że na obrazach była sytuacja sprzed dobrze ponad 200 lat. Na obrazie Canaletta zaznaczonych było kilkanaście obiektów, głównie kościołów. Trzeba było je zidentyfikować, dotrzeć do nich i odpowiedzieć na związane z budynkami pytania.

 

Ubrałem się w stój biegowy, założyłem galeryjną koszulkę. A tu ziąb straszliwy, wieje, mróz. Przez niecałe pół godziny spędzone nieruchomo na plaży jestem już strasznie wyziębiony. Pozostali uczestnicy są lepiej opatuleni, bo zgodnie z nazwą imprezy nastawili się na maszerowanie. Patrzę na obraz i na drugi brzeg, z trudem identyfikuję może ze trzy obiekty. Czuję się trochę zrobiony w konia, bo spodziewałem się biegu z normalnymi mapami i lampionami kontrolnymi. A znalezienie wszystkich obiektów tylko na podstawie obrazu sprzed ponad dwóch wieków wydaje mi się niewykonalne. Jestem o krok od wycofania się, głośno wyrażam niezadowolenie, ale Andrzej Krochmal namawia, żebym jednak spróbował.

Zaczynam od przedostania się na lewy brzeg Wisły. Pod Mostem Śląsko-Dąbrowskim przepływa kra w formie licznych okrągłych placków o mniej więcej jednometrowej średnicy. Zaczynam od górującego nad pozostałymi budynkami na obrazie Canaletta kościoła św. Anny, czyli punktu nr 11. Do tabeli zastępującej kartę startową trzeba wpisać nazwisko Józefa z tablicy na fasadzie budynku. Na kościele różnych tablic nie brakuje, ale na żadnej nie ma Józefa. Obleciałem kościół parę razy, mało brakowało żebym przeskoczył furty w ogrodzeniach od strony wiślanej skarpy. W końcu rezygnuję i idę Krakowskim Przedmieściem na południe. Na mecie się okazało, że niespodziewanie poszukiwana tablica na froncie budynku została zasłonięta przez duży obraz nad wejściem i nie mieliśmy szans na wykonanie tego zadania.

Kolejny łatwy do zidentyfikowania obiekt to wystający ponad otoczenie, dobrze widoczny z Pragi zielony dach kościoła karmelitów przy Krakowskim Przedmieściu. Związane z nim zadanie nr 13 polega uzupełnieniu w tabeli łacińskiego napisu nad bramą prowadzącą do ogrodu przy zabudowaniach klasztornych. Bramy koło karmelitów bezskutecznie szuka też inna uczestniczka biegu, Ania. Od strony Krakowskiego Przedmieścia nie ma bramy ani ogrodu. Z jednej strony kościół przylega do ściany Pałacu Prezydenckiego, stoi tu uzbrojony strażnik. Na tyły kościoła nie da się też wejść od drugiej strony, bo świątynia styka się z budynkami mieszkalnymi. Wycofujemy się z Anią do najbliższego zejścia w dół doliny Wisły, którym jest ulica Bednarska. Zbiegamy po bruku, żeby dostać się od dołu do klasztornych ogrodów. I rzeczywiście, jest brama w murze niedaleko ulicy Furmańskiej. Początek łacińskiego napisu się zgadza, uzupełniamy resztę. Zadanie nr 13 rozwiązane.

Przechodząc kilkakrotnie w czasie całego biegu Bednarską nie zwracam uwagi na budynek, o który chodziło w zadaniach 12 i 16. Bo w czasach Canaletta był on doskonale widoczny od strony Wisły, dziś zasłaniały go inne budynki, a poza tym miał przebudowany dach. Można go było zidentyfikować tylko po kształcie otworów okiennych, różnym na różnych piętrach. Więc niestety to zadanie miałem niezaliczone. W czasie poszukiwań zapędziłem się znów na Most Śląsko-Dąbrowski i udało mi się rozwiązać zadanie nr 17. Na swojej kartce mam czarno-białą reprodukcję z osobnym obrazem Canaletta, na którym widać Kolumnę Zygmunta, kościół w jej sąsiedztwie i schodzącą od kolumny w dół drogę. Skoro droga schodzi w dół, to pewnie w stronę Wisły. Kierunek, w którym pochyla się król Zygmunt III Waza na kolumnie się zgadza. Zgadza się też kształt mansardowych okien na budynkach należących do kompleksu Zamku Królewskiego. Czyli stoję dokładnie w miejscu, w którym znajdował się kiedyś malujący obraz Canaletto. Wtedy ani mostu ani tunelu trasy W-Z nie było. W miejscu gdzie teraz jest wylot tunelu od strony Wisły widać na obrazie kościół, który nie przetrwał do naszych czasów. A pytanie nr 17 brzmi: „Pod czyim wezwaniem jest kościół znajdujący się najbliżej zaznaczonego kościoła?” Oczywiście najbliżej jest św. Anna i ją wpisuję do tabeli.

Chyba już po raz trzeci wspinam się skokami po schodach koło św. Anny i biegnę Krakowskim Przedmieściem na południe aż do kościoła i klasztoru wizytek przy skrzyżowaniu z Królewską. Bo właśnie ten kościół zaznaczony jest na obrazie Canaletta jako obiekt nr 14. Zadanie z nim związane brzmi: „Ile karet umieścił Canaletto na obrazie z tym obiektem?”. Na żadnej reprodukcji na kartkach które mam ze sobą nie ma ani jednej karety. Ale Leszek przed rozpoczęciem biegu powiedział, że poza obrazami które mamy ze sobą możemy też wykorzystywać obrazy Canaletta, których reprodukcje można znaleźć przy Krakowskim Przedmieściu. I rzeczywiście, na szklanej tablicy przy rogu Królewskiej i Krakowskiego Przedmieścia znajduję taki obraz z kościołem wizytek i karetami. Doliczyłem się trzech karet, ale jednej z nich widać tylko połowę, a druga jest ledwo widoczna i nie jestem pewien, czy to kareta. Ale po dokładniejszych oględzinach pojazdu i figurki stangreta wpisuję w końcu do tabeli cyfrę 3.

Biegnę teraz do najbardziej na południe wysuniętego obiektu dzisiejszej zabawy. Nie ma wątpliwości że to kościół Świętego Krzyża, bo dwóch bliźniaczych wież z obrazu nie można z niczym pomylić. Pytanie konkursowe nr 15 tym razem jest podchwytliwe i brzmi: „Jaki obiekt miał Canaletto za plecami malując wedutę z tym kościołem?” Koło pomnika Kopernika znajduję szklaną tablicę, podobną do tej z poprzedniego zadania, a na niej obraz z kościołem Świętego Krzyża. Podobnie jak poprzednio umieszczono ją w miejscu, z którego malował obraz Canaletto. Za plecami mam pomnik Kopernika i Pałac Staszica. Ale obydwa obiekty powstały w latach 20. XIX w., czyli kilkadziesiąt lat po tym, jak włoski mistrz namalował wedutę. Wraz z kilkoma innymi uczestnikami zabawy, którzy dotarli tu w tym samym czasie co ja, szukamy informacji o tym, co było na miejscu Pałacu Staszica przed jego zbudowaniem. I po chwili znajdujemy ją na kolejnej szklanej tablicy, tym razem umieszczonej na ścianie pałacu. W XVIII w. na miejscu tego obiektu stał kościół dominikanów obserwantów. I to chyba powinienem wpisać w kartę z odpowiedziami, co też czynię.

 

Zasuwam na północ i tracę jeszcze z pół godziny na ponowne poszukiwania tablicy z Józefem na św. Annie i budynku z zadań 12 i 16. Bezskutecznie. Rezygnuję wreszcie i biegnę przez Plac Zamkowy i ulicą Świętojańską do Katedry św. Jana na Starówce. Jej wielki trójkątny dach jest chyba najbardziej widocznym obiektem z XVIII-wiecznej panoramy malowanej na praskim brzegu. Ale katedry nie dotyczy żadne pytanie, za to pod nr 10 zaznaczona jest wysoka wieża sąsiadującego z nią kościoła. W zadaniu chodzi o podanie dwóch dat z portalu pod wieżą. Od strony Świętojańskiej nie da się podejść do samej wieży, ale da się to zrobić od Jezuickiej. Razem ze mną dojścia do wysokiej wieży szuka para innych uczestników gry. Znajdujemy bramę, dochodzimy do wieży. Są dwie daty nad drzwiami prowadzącymi do środka, wpisujemy je do tabel. Moi towarzysze uświadamiają mi, że limit czasu na pokonanie trasy to dwie i pół godziny, czyli zostało mi tylko kilkanaście minut. Nie wiem, czy niezmieszczenie się w czasie oznacza dyskwalifikację, czy naliczane są punkty karne. Postanawiam jednak złapać jeszcza kilka punktów przed dotarciem do mety, która powinna być przy rogu Kilińskiego i Długiej.

Pod numerem 9 na obrazie Canaletta zaznaczono budynek o charakterystycznym kształcie na skarpie pod Starym Miastem koło ulicy Brzozowej. We trójkę docieramy do niego, a zadanie polega na odnalezieniu króla polskiego na tablicy nad wejściem do budynku. Wśród łacińskich słów jest „Vladislaus IIII” czyli Władysław IV. Zadanie nr 9 do przodu. Czasu mam już niewiele, więc uciekam wolniej poruszającej się parze. Zadanie nr 8 nie jest łatwe, trzeba podać liczbę dużych drzew rosnących w zaznaczonym miejscu. A miejscem tym, jak się potem okazało, były spiralne schody na początku Barbakanu, tam gdzie kiedyś stała warszawska Syrenka. Ale w czasach Canaletta miejsce to wyglądało zupełnie inaczej, była tam wysoka wieża z zewnętrzną, krytą klatką schodową. Nie główkowałem tu zbyt długo, bo czas naglił i odpuściłem zadanie nr 8. Pobiegłem do wyraźnej wieży kościelnej o czworobocznym przekroju w pobliżu Rynku Nowego Miasta, czyli do obiektu nr 2. Związane z nim pytanie brzmiało: „Skąd pochodził medyk, którego epitafium wmurowano w ścianę budynku obok wieży?” Jest budynek, na nim dwie tabliczki z ledwo czytelnymi napisami po łacinie. Na jednej z nich wśród nieznanych mi słów odcyfrowuję dwa kluczowe: „Medicus” i „Cataloniae”. Znaczy się medyk był z Katalonii, zadanie nr 2 rozwiązane.

Nie udało mi się też znaleźć magnackiego nazwiska na kolejnym kościele, czyli zadanie nr 1 do tyłu. Limit czasu był już przekroczony, ale postanawiam jeszcze zaliczyć pozostałe obiekty. Udało się określić, do jakiego zgromadzenia zakonnego należał budynek tuż koło Rynku Nowego Miasta (zadanie nr 3 do przodu). Tuż obok jest kościół z kopułą, a zadanie nr 4 polega na wpisaniu tekstu z książki obok obiektu. Latam wokół kościoła, żadnej książki nie widzę. Wreszcie dostrzegam za kościelnym ogrodzeniem biały pomnik jegomościa, który trzyma otwartą kamienną księgę z napisem „Ora et labora”. Znaczy się nr 4 do przodu.

Biegnę ulicą Freta w stronę Barbakanu, gdzieś tu jest budynek nr 5 o charakterystycznej nadbudówce na piętrze o dwóch oknach i trójkątnym dachu. Identycznie wygląda piętro apteki przy rogu Freta i Świętojerskiej, wpisuję do tabeli jej adres, czyli Freta 13/15. Ale na mecie się okazało, że rzeczywiście chodzi o budynek przy Freta, ale o innym numerze. Czyli zadanie nr 5 do tyłu. Dwuwieżowy kościół na malowidle Canaletta oznaczony numerem 6 to z pewnością kościół Świętego Ducha przy rogu Freta i Długiej. Mam tu znaleźć nazwisko Stanisława z tablicy na ścianie budynku. Tablic znowu jest kilka, a na najmniejszej z nich na tyłach kościoła od strony Długiej w łacińskim napisie obok słowa Stanislaus jest słowo Baryczko, które wpisuję do tabeli. Zadanie nr 6 wykonane.

Trudniejszy do zidentyfikowania jest obiekt nr 7, ostatni jaki mam zamiar zaliczyć. To rozmyta wieża w tle za wieżami kościoła Świętego Ducha. Jedyne wieże na zachód od tego kościoła należą do Katedry Polowej Wojska Polskiego przy rogu Długiej i Miodowej. Pytanie brzmi: „Ile orłów znajduje się na drzwiach frontowych obiektów?”. Wejścia do katedry są dwa, na jednym są trzy orły, na drugim cztery, wpisuję więc do tabeli liczbę 7 która na mecie okazała się prawidłowa. Biegnę do pobliskiego rogu Kilińskiego i Długiej, tu powinien stać samochód Leszka, czyli meta. Nie widzę go tam, ale kilkadziesiąt metrów dalej Długą w stronę Freta widzę gromadkę ludzi. Jest i Leszek, dobiegam do niego i oddaję kartę startową. Na samochodzie są przyklejone kartki z prawidłowymi odpowiedziami, okazuje się że z 17 zadań najprawdopodobniej będę miał zaliczone 11. Ale sporo przekroczyłem limit czasu, byłem ostatnim zawodnikiem który dotarł do mety. Teoretycznie trasa miała 5 km, ja przebiegłem przynajmniej 15, zajęło mi to mniej więcej trzy godziny. Leszek jeszcze wyjmuje i prezentuje mi dodatkowe materiały, m.in. zdjęcie tego nieszczęsnego budynku przy Bednarskiej i wielkoskalowe plany miasta z czasów Canaletta.

Wszyscy wymarźnięci jesteśmy okrutnie, ale humory dopisują. Leszek i towarzysząca mu inna organizatorka nie liczyli, że dotrę do mety, bo na starcie zachwycony trybem imprezy nie byłem i wyglądało na to że zrezygnuję. Więc mile ich zaskoczyłem docierając do mety. Pomijając mróz i wygwizdów to impreza okazała się bardzo fajna, widać że organizatorzy włożyli w jej przygotowanie dużo pracy. Pomysł na imprezę na orientację na Starówce z wykorzystaniem obrazów Canaletta był bardzo oryginalny. Precyzja dokumentacyjna tego malarza była tak duża, że jego dzieła były podstawą do odbudowy Starówki po zniszczeniach drugiej wojny światowej, mimo że czasem trochę upiększał, naciągał też niekiedy perspektywę. Sporo się dziś dowiedziałem o mieście, w którym mieszkam od urodzenia. Nowy rok zaczął mi się ciekawie. Wielkie podziękowanie dla organizatorów za ich pomysłowość, wiedzę i wysiłek. Ciekawe co Leszek wymyśli następnym razem?

 

Wyniki i zdjęcia z trasy na stronie organizatora - HKT TREP.

Janek Goleń (jang)

 
©2008-2009 KB Galeria Warszawa, Powered by Joomla! 1.5
Ask ve Sevgi  - Ask ve Sevgi sitesi - Ask ve sevgi blogu - Ak ve sevgi - ak ve Sevgi sitesi