Designed by:
SiteGround web hosting Joomla Templates


statystyka
Niepewność, czyli Bieg Dobowy Lajkonika Drukuj Email
poniedziałek, 30 czerwca 2008 22:15

Tuż przed wyjazdem na Bieg Lajkonika, słuchałem M.Grechuty, jak śpiewał wiersz A.Mickiewicza Pt. "Niepewność". Nie wiedziałem wtedy jeszcze, że to uczucie będzie mi towarzyszyć do ostatnich minut biegu. Ale po kolei.


Wystartowałem w biegu dobowym drugi raz, wykorzystując więc doświadczenie z pierwszego zaczynam go dość wolno. Tak mi się przynajmniej zdawało, do momentu, kiedy dystans nieco dłuższy od maratonu,(dokładnie 42,36km), pokonuję w 5h15min. To wciąż zbyt szybko. Zwalniam. Niedługo potem nad Krakowem przechodzi krótki, lecz intensywny deszcz i wzmaga się wiatr. Schłodzone ścięgna zaczynają boleć. Po raz pierwszy "dopada" mnie NIEPEWNOŚĆ, czy uda się dotrzeć do mety ( czyt. wypełnić minimum, wynoszące 100km).

Ból ustępuje podczas biegu. Nie mam szansy na Gallowaya, gdyż przy każdej próbie marszu, ból powraca. Po ok. godzinie czasu dolegliwości ustępują. Po 11 godzinach biegu, mięśnie zaczynają być coraz bardziej zbite. Dla rozluźnienia wstępuję do ... pubu. Wypijam piwo oglądając końcówkę meczu Portugalia-Turcja. Mogę ruszać dalej.

Na półmetku rywalizacji jestem na 57 pozycji. Przychodzi mój ulubiony moment. Większość biegaczy udaje się na krótką drzemkę, a ja pomalutku przesuwam się w klasyfikacji. Po północy zaczynają się problemy ze stopami. Pieką niemiłosiernie, a odciski na nich tworzą się w ekspresowym tempie. Rok wcześniej przerwałem bieg po 21,5h właśnie z tego powodu. Po raz drugi podczas biegu wkrada się NIEPEWNOŚĆ.

 

biegacz kompletny...

 

Obliczam sobie tempo, jakie muszę utrzymać, aby przebyć moje upragnione 40 okrążeń, co daje dystans 141,2km. Wychodzi, iż przy obecnym tempie, mam zapas czasowy wynoszący ok.40 minut. Nie jest to dużo, ale tego dnia jestem wyjątkowo zdeterminowany. Po 18h jestem już 41. Wtedy to organizator podaje potrawkę z kurczaka. Nie mogę jeść, a świat zaczyna mi wirować przed oczami. Jestem bliski omdlenia. Znowu ogarnia mnie NIEPEWNOŚĆ.

Odpoczywam ok.20 minut. Zawroty ustępują i powolutku ruszam dalej. Z zapasu pozostaje mi już tylko 20minut. Od znajomego biegacza słyszę "ultramaratoński komplement" cyt." Aleś się zawziął". Jestem wdzięczny za to Mariuszowi "Mirzie" Kurzajczykowi. To naprawdę dodaje mi sił. Pocieszam się, że do końca biegu pozostaje już tylko ok.5h. Teraz czas mija już szybko, na szczęście wraz z pokonywanym dystansem. Kończę upragnioną 40 pętlę, 7minut przed czasem. Jeszcze pokonuję 117 metrów do najbliższej ławki i szczęśliwy siadam. Kończę bieg na 34 pozycji. Udało się. Wygrałem z bólem, słabościami i ... NIEPEWNOŚCIĄ .

PS. Dziękuję gudos za wspólne truchtanie.

AnKa

 
©2008-2009 KB Galeria Warszawa, Powered by Joomla! 1.5
Ask ve Sevgi  - Ask ve Sevgi sitesi - Ask ve sevgi blogu - Aþk ve sevgi - aþk ve Sevgi sitesi