|
Tegoroczny, rozgrywany już od ośmiu lat w Bieszczadach Bieg Rzeźnika okazał się mało łaskawy dla jego uczestników, w tym i dla mnie, jedynego reprezentanta Klubu Biegacza Galeria Warszawa. Na ponad 200 zespołów, które ruszyły o 3 nad ranem na trasę prowadzącą z Komańczy czerwonym szlakiem do Ustrzyk Górnych i wynoszącą prawie 80km zawody ukończyło zaledwie 144. Pozostali wycofali się z powodu wycieńczenia, kontuzji i limitu czasowego (na całą trasę wynosił on 16 godzin). Było też jednak sześć takich osób, które po osiągnięciu mety pobiegło dalej, na tzw. trasę hardcore. To dwudziesto kilometrowy odcinek, który wydłużał zabawę i prowadziła śmiałków przez szczyt Tarnicy aż do Wołosatego. Moim celem w tym roku również było pokonanie trasy hardcore, jednak stało się inaczej…
Bieg Rzeźnika uznawany jest w naszym kraju za najtrudniejszy, dlatego też rywalizacja ze względów bezpieczeństwa przebiega w zespołach dwuosobowych, co w zawodach biegowych nie jest częste. Pogoda w tym biegu chyba też już tradycyjnie nie rozpieszcza. Niezapomniana i chyba już nigdy gorsza nie będzie pogoda od tej z 2010 roku. Tegoroczną edycję biegu nad ranem przywitał solidny deszcz. Za to gdy już świtało, nad lasami unosiły się bieszczadzkie mgły. Dopiero gdy pierwsi zawodnicy kończyli rywalizację, a środek stawki przechodził Połoninę Wetlińską, wyszło słońce i zrobiło się ciepło. Cudowny bieszczadzki klimat i krajobraz oraz moje dobre samopoczucie jeszcze przed startem zapowiadały kolejną wspaniałą imprezę biegową. Niestety nie było aż tak wspaniale, ale zacznijmy od początku.
Moje przygotowania do ósmego Biegu Rzeźnika
Przygotowania na dobre rozpocząłem od lutego b.r. a wyglądały one tak; Trzy treningi biegowe w tygodniu: 2x25km od poniedziałku do piątku po nawierzchniach utwardzonych (zazwyczaj pętla z Ząbek - tam mieszkam - do sąsiadującej Warszawy i z powrotem) i 30km w crossie z licznymi podbiegami w sobotę lub niedzielę (zazwyczaj Mazowiecki Park Krajobrazowy lub Kampinoski Park Narodowy). Tygodniowo 70-80km długich wybiegań. W międzyczasie szybkie starty na dystansach od 10km do półmaratonu. Ostatni miesiąc przed VIII BR to krótkie rozbiegania i trzy treningi w tygodniu samych podbiegów i zbiegów (Agrykola, schody pod Zamkiem Ujazdowskim, Kopiec Powstania Warszawskiego w Warszawie). W całym cyklu treningowym zawsze wzmacniałem brzuch i grzbiet, ćwiczeń tych partii nigdy nie za wiele. Moim zdaniem przygotowany byłem dobrze. I tak też się czułem! Sprzęt
Całą trasę VIII Biegu Rzeźnika przebiegłem w jednych butach - INOV-8 Roclite 295. Dlaczego? Bo przebiegłem w nich również całą trasę VII BR i uznałem, że są rewelacyjne. Przyczepność do błotnistego i kamienistego podłoża - rewelacja. Oddają szybko wodę, której nie brakuje na trasie, nie nasiąkają mocno. Są bardzo lekkie i przy tym bardzo wytrzymałe, odporne na uderzenia czołowe (dzięki oblanym gumą czubkom). Czapka z daszkiem - na całej trasie, Bielizna termoaktywna, spodenki krótkie (na odcinku od Smerka biegłem w długich i było mi za ciepło, to nie był dobry pomysł). Skarpety, podkolanówki, bezszwowe, kompensacyjne, grube. Bluza HI-TECH soft shell nie sprawdziła się do końca bo po dwugodzinnym deszczu mocno trzymała wodę. Ratowała jednak ciało przed wychłodzeniem na wietrznych połoninach. Jako wodopój - CamelBack 2,5l wojskowy (sprawdzony, niezawodny, praktyczny). Nie używałem kijków. Nie uznaję tego typu udogodnień, zwłaszcza, że organizatorzy sugerują nie używanie tego typu sprzętu ze względu na bezpieczeństwo osób biegnących za. Trasa biegu Z jakimi trudnościami przyjdzie się mierzyć każdemu uczestnikowi tej imprezy najlepiej obrazuje poniższy zapis przebiegu trasy. Bieg prowadzi czerwonym szlakiem będącym częścią Głównego Szlaku Beskidzkiego im. Kazimierza Sosnowskiego, najdłuższego szlaku w polskich górach, bo liczącego aż 519 km. Trasa podzielona jest na pięć etapów pomiędzy którymi znajdują się punkty regeneracyjne (orientacyjne odległości wg pomiarów Konrada Różyckiego, które są odrobinę zaniżone z powodu dokonania pomiaru z dokładnością do 100m): Dla mnie jako uczestnika startującego po raz trzeci w tym biegu trasa nie była zaskoczeniem. Przyznaję, jest ona wymagająca i bardzo trudna, zwłaszcza w połowie dystansu i na ostatnim odcinku ale jest też przepiękna. W dobrą pogodę bieszczadzkie widoki naprawdę wzruszają i każą wracać tu co rok.
Etap | czątek | Koniec | Przybliżona długość | I | Komańcza | Przełęcz Żebrak | 16,7 km | II | Przełęcz Żebrak | Cisna | 15,4 km | III | Cisna | Smerek | 24,0 km | IV | Smerek | Berehy Górne | 12,7 km | V | Berehy Górne | Ustrzyki Górne | 8,9 km | Razem |
|
| 77,7 km |
|

http://www.biegrzeznika.pl/index.php/trasa-biegu Szkic trasy biegu oraz jej przybliżony profil.
Przybliżone przewyższenie trasy to +3235m podbiegów oraz -3055m zbiegów. Wyniki
Nasz czas 13h 58min - nie oznaczał naszego sukcesu. Mieliśmy złamać 12h i pobiec dalej na Wołosate kończąc bieg na 100 kilometrze. Nie udało się. Wszystko za sprawą niedyspozycji mojego przewodu pokarmowego, który zastrajkował już przed 30km. Tego nie było w scenariuszu. Szkoda. Byliśmy fizycznie z Jakubem (Jakub Tracz - współtowarzysz rzeźniczej przygody, z którym ukończyłem zeszłoroczny Bieg Rzeźnika) bardzo dobrze przygotowani. Tak też się czuliśmy przed startem. Niestety, pomimo kilku prób zwalczenia mojej żołądkowej niedyspozycji nie udało mi się jej pokonać aż do mety. Spróbujemy za rok. Wiem że damy radę zrobić z Jakubem hardcore.
Co do rywalizacji najlepszych to tę właściwie już od samego początku zdominowali Piotr Hercog i Marcin Świerc z zespołu Salomon Suunto, którzy sukcesywnie oddalali się od rywali i pojawiali się na punktach odżywczych jeszcze przed ich oficjalnym otwarciem. Tempo jakie narzucili miało jeden cel, pobić poprzedni rekord trasy, który wynosił 9h 14minut. Ten pośpiech sprawił, że przed Smerekiem organizator omyłkowo skierował ich na inny, kilka minut krótszy, fragment drogi. Na mecie, na której pojawili się po 8h 12minutach (!!!), ustalono kompromis i doliczono zwycięzcom 20 minut. Podsumowanie – poradnik trzykrotnego Rzeźnika
Startując w Biegu Rzeźnika, trzeba mieć niezmiernie dużo pokory i samodyscypliny zarówno w przygotowaniach jak i samej przygodzie na bieszczadzkiej ścieżce. Pomimo, że ukończyłem go już trzykrotnie, za każdym razem wynoszę coś nowego i innego. Zdecydowanie doradzam w przygotowaniach dużo podbiegów i zbiegów (im dłuższych i bardziej stromy podbieg tym lepiej). Długie wybiegania to również istotny element, lecz uważam, że to pierwsze jest istotniejsze. Ubiór to poważna sprawa, bo pogoda w górach potrafi "wywrócić się do góry nogami" w ciągu 10 minut. Zdecydowanie należy postawić na ochronę przed wiatrem, którego nie brakuje na połoninach i dobre obuwie na błotnisto-kamieniste podłoże. Okazuje się, że dobry trening i ubiór wszystkiego nie załatwią. Dobrze przygotowany partner, który ukończył wcześniej BR to połowa sukcesu (takiego miałem, Jakub jest idealny do biegu w rzeźnickiej parze). Ja prawdopodobnie popełniłem głupotę, którą przypłaciłem zdrowiem na biegu, zjadając w przeddzień kwaśnicę w jednej z restauracji w Cisnej. Cały tydzień przed biegiem przestrzegałem zasad żywieniowych, nawet zabrałem ze sobą do Cisnej pojemniki z własnoręcznie przygotowanymi zestawami obiadów i kolacji. Chwila zapomnienia i cały misterny plan poszedł w błoto. Przestrzegam przed jedzeniem produktów niesprawdzonych. Nie warto ryzykować. Tempo - pierwsze 30km wolniej później przyspieszać, zdecydowana większość par nie ukończyła biegu, bo za szybko zaczęli. To trudny bieg. Im dalej tym trudniej. Jasło, Caryńska potrafią złamać najwytrwalszych. Dużo pokory i rozsądku. Wrócę tam za rok, pod warunkiem, że pobiegnę w parze z Jakubem. I pod warunkiem, że celem będzie Wołosate na setnym kilometrze. Miodzio
Zdjęcia z trasy: www.trailrunning.pl/zdjecia
http://www.biegrzeznika.pl/index.php/zdjcia |