W sobotę 18 czerwca 2011 r., po ładnych kilku miesiącach przerwy, znów wziąłem udział w asfaltowym wyścigu. Poprzedni to była zimowa Wiązowna (tam raczej nie biegłem na maksa), a przedpoprzedni to listopadowy Bieg Niepodległości. Za to ostatnio zdecydowanie częściej trenuję i startuję w biegach terenowych. Jeden taki nawet niedawno współorganizowałem.
Mam wolną sobotę, więc wybrałem się po kilkuletniej przerwie do Ożarowa na Bieg Kusocińskiego. Dystans 10 km (prawie). Przy zapisach w szkole zostawiam ulotki i plakat Festiwalu Biegowego, drugi plakat przyklejam też na szybie w okolicy startu i mety przy szkolnym stadionie. Na grzbiecie mam błękitną festiwalową koszulkę, w której przechadzam się wśród biegaczy przygotowujących się do startu.
Spotykam Krzyśka Lisaka. Niesamowity ultras, zwycięzca zeszłorocznego Biegu Rzeźnika i zdobywca drugiego miejsca w Biegu Siedmiu Dolin, dziś wziął udział tylko w poprzedzającym dychę biegu na 2500 m. Ma spore kłopoty z kręgosłupem i nie może biegać teraz na dłuższych dystansach. Chyba trochę za ostry był poprzedni sezon. Krzysiek gorąco namawia do ćwiczenia gorsetu mięśniowego i mięśni trzymających kręgosłup - dzięki temu można uniknąć kłopotów, jakie jego spotkały.
Główny bieg poprzedzają wyścigi dzieci i młodzieży szkolnej. Koło mnie startuje bardzo skromna grupa nastolatków - jeden chłopak i cztery dziewczyny. Czyli chłopak nawet nie ma się z kim ścigać. Wywołuje to ogólne poruszenie i smutną konstatację, że młodzi ludzie omijają teraz sport szerokim łukiem, preferując komputery. Zwłaszcza chłopcy. Mam tego przykład w domu. Przebieram się w samochodzie i zamieniam koszulkę festiwalową na żółtą, galeryjną. Jestem tu dziś jedynym przedstawicielem KB GALERIA Warszawa.
Kwadrans po południu ruszamy. Jest nas osiemdziesięcioro pięcioro. Jest parno, pochmurno, trochę wietrznie. Burza wisi w powietrzu. Zaczynam dość ostro, jak na mnie, w tempie mniej więcej 4 min./km. Trasa biegu prowadzi peryferyjnymi, wyasfaltowanymi uliczkami Ożarowa wśród domków jednorodzinnych, jest trochę zakrętów. Wyprzedzam kilku uczestników. 
Kilkadziesiąt metrów przede mną biegnie kilkuosobowa grupa z dwoma dziewczynami i Zenkiem Łapińskim. Wygląda to na pacemakerową eskortę dziewczyn. Powoli zbliżam się do nich, ale grupa się rozsypuje. Dziewczyny zostają z tyłu, wyprzedzam je, a Zenek z kilkoma innymi zawodnikami trzyma się długo przede mną. Biorę go na celownik i postanawiam powolutku zmniejszać dystans. Zrównuję się z Zenkiem mniej więcej 3 km od startu, potem biegniemy razem. Czasem on prowadzi, czasem ja. Jest z nami jeszcze trzeci, starszy zawodnik w pomarańczowej koszulce, ożarowianin Tadeusz Kieszek. Zamykamy pętlę na szkolnym stadionie, półmetek osiągam mniej więcej w czasie 20:30. Czyli tempo bardzo mocne, w okolicach mojej życiówki na 10 km.
Czuję, że trochę puchnę. Zenek mnie wyprzedza, a ja z trudem dotrzymuję mu kroku. Z przeciwka biegną wolniejsi od nas biegacze obojga płci, pozdrawiamy się wzajemnie. Do naszej trójki dołącza młody chłopak. Wyprzedzam Zenka, Tadka i młodego. Ostro biegnę długą prostą. Mniej więcej 400 m przed metą Zenek przyciska. Finiszuje tak, że nie mam szans go dogonić. Ale ja też odrywam się od dwóch kolejnych biegaczy. Docieram do mety w czasie 41:42, 5 sekund po Zenku. Pokazuje mi odczyt dystansu na swoim gps-ie, wg którego przebiegliśmy 9740 m. Czyli do pełnej dyszki trzeba przynajmniej minutę dołożyć.
Wynik jednak jak na mnie jest wyjątkowo dobry. Po raz pierwszy ścigałem się we free, buty te okazały się całkiem szybkie. Jestem zlany potem, wypijam kilka kubków wody serwowanej przez młode organizatorki. Jest też dobra grochówka. Rozmawiam z klientem, który kupował już dwa razy w Ergo buty, co najmniej raz ode mnie. Okazuje się być księdzem, wykładowcą w ożarowskim seminarium duchownym, bardzo sobie chwali infiniti, a teraz kupił gliceryny 8. Jest też inny klient Ergo, którego wyprzedziłem na początku biegu - przed rokiem kupił cascadie 5 i gliceryny 8, był naszym pierwszym kupującym. Opowiada o trudnym Biegu Marduły w Tatrach.
W końcu ceremonia zakończeniowa. Zwycięzcy dostają rowery. Potem nagradzani są zwycięzcy kategorii wiekowych i niespodziewanie Janusz Kalinowski, który jest spikerem, wymienia moje nazwisko. Nie dosłyszałem, które mam miejce, ale wyczytany inny zawodnik mówi mi, że jestem pierwszy w kategorii 40-49 lat. Nie mogę uwierzyć, porównujemy nasze wyniki, w końcu wdrapuję się na najwyższe pudło. Stoimy kilka minut, bo organizatorzy uzgadniają, co mamy dostać.
Podchodzi do nas grupa oficjeli, od proboszcza ożarowskiego sanktuarium dostaję voucher, uprawniający do zjedzenia kolacji dla dwóch osób w hotelu Lamberton w pobliskim Ołtarzewie. Mam też szczęście w końcowym losowaniu, w którym trafia mi się taki sam voucher. Zenek Łapiński, który ze mną wygrał, okazał się być drugi w kategorii wiekowej 50-59 lat. Czyli moja kategoria była zdecydowanie słabiej obsadzona - wygrałem ją, zajmując w klasyfikacji generalnej dopiero piętnaste miejsce. Trzecie miejsce zajął w niej Bask z Bilbao o egzotycznym imieniu Gorka, a w biegu wzięła udział także jego żona Agata.
Po biegu organizatorzy stawiają wszystkim uczestnikom bezpłatny wstęp na pobliską, nowoczesną pływalnię. Kiedyś regularnie tu bywałem z rodziną, bo Ożarów znajduje się mniej więcej 10 km od mojego domu. Trochę pływania po torze, biczy wodnych i dwa zjazdy rurową zjeżdżalnią. W obu czuję, że spojenia między segmentami nie są gładkie, mam czerwone ślady na kręgosłupie. Zgłaszam sprawę ratownikowi, ten odpowiada, że już wiedzą, ktoś nawet się obtarł tam do krwi. Sprawę zgłoszono dyrekcji, ale ta nic z tym nie robi. Trochę mnie to dziwi, bo może to się źle skończyć.
W sumie fajny bieg w Ożarowie - kameralny, bo praktycznie bez internetowej promocji, na luzie. Spotkanie z wieloma dawno nie widzianymi znajomymi. Tu czas jakby się trochę zatrzymał.
Jang
Najlepsze panie:
- Renata Kalińska, Impact Team, 38:13
- Agnieszka Malinowska-Sypek, Entre.pl Team, 39:12
- Ewa Gontarz, Sierpc, 42:37
Najlepsi panowie:
- Paweł Masheil, Białoruś, 32:33
- Sebastian Kosęda, AZS-AWF Warszawa, 32:49
- Artur Kaminski, Płock, 35:24
|