Designed by:
SiteGround web hosting Joomla Templates


statystyka
DyMnO 2010 według janga Drukuj Email
Wpisany przez jang   
środa, 23 czerwca 2010 22:22

29 maja 2010 r. po raz kolejny rozegrano uznaną już w świecie wielbicieli rajdów przygodowych i orientalistów z całego kraju imprezę o nazwie DyMnO (czyli Długodystansowe Marsze na Orientację). Marszowe to były te zawody przed laty, teraz konkurencji było znacznie więcej: bieg lub marsz na dystansie 10 lub 50 km, rowery na trzech dystansach oraz trasa ekstremalna: bieg + kajak + nartorolki + rower. Szefem zawodów był nasz dobry znajomy, orientalista Andrzej Krochmal.

W tym roku DyMnO rozegrane zostało w okolicach Nieporętu. W konkurencji A-50 (bieg lub marsz na 50 km) wzięło udział trzech reprezentantów KB GALERIA Warszawa: Misiek (Marcin Miśkiewicz), Maine_coon (Jakub Żuber) oraz Jang (Jan Goleń), a także główny sponsor III ERGO Biegu Truskawki Maciej Kaseja, właściciel Centrum Biegowego ERGO i reprezentant teamu Niezła Korba. Było jeszcze pół setki innych piechurów płci obojga.

Uczestniczyłem w tych zawodach po raz trzeci. Debiutowałem w DyMnO w 2007 r., wtedy były rozgrywane w okolicach Legionowa, a ja podobnie jak Misiek i Dorota uczestniczyłem wtedy także w konkurencji A-50. Mimo deszczu było bardzo fajnie, udało mi się zaliczyć wszystkie punkty kontrolne, a czas z tego co pamiętam miałem około 10 godzin. Rok później DyMnO rozegrane było w okolicach Pułtuska, wtedy wraz z Miśkiem tworzyliśmy dwuosobową drużynę w konkurencji ekstremalnej. Przyznam, że nie za bardzo mi się wtedy podobało. Szczególną traumą była dla mnie jazda na nartorolkach, a i etap rowerowy wyszedł nam, a raczej mnie, nie najlepiej. Stwierdziłem, że wolę jednak indywidualne starty w konkurencji biegowej i nie uległem w tym roku namowom Miśka, który także chciał startować na trasie E. Chcąc nie chcąc Marcin musiał zawalczyć tym razem jednak w A-50.


Bazą zawodów była szkoła podstawowa w Nieporęcie, gdzie dopełniliśmy przed biegiem formalności zapisowych. Potem przeszliśmy kilkaset metrów na centralny plac miejscowości, gdzie rozdano mapy i punktualnie o 8.00 rano ruszyliśmy. Pierwszy etap stanowiła trasa oparta na 16 punktach kontrolnych rozmieszczonych w lasach na wschód od Kanału Żerańskiego i Zalewu Zegrzyńskiego. Wyznaczono ją na trzech różnych mapach, o różnej skali i aktualności. Obecność na punktach potwierdzaliśmy przy pomocy zainstalowanych na nich perforatorów, którymi dziurkowaliśmy nasze karty kontrolne. Przy optymalnych trasach przejścia dystans pierwszego etapu wynosił 35 km. W praktyce zawsze było trochę więcej, bo większość uczestników chociaż trochę błądziła. Wielokrotnie spotykałem po drodze Kubę (który zgubił jedną z map) i Marcina, część drogi pokonaliśmy razem. Za PK 9 ukrytym w zniszczonym betonowym schronie urwałem się jednak kolegom z klubu i dalej parłem raczej samotnie. Ładnych parę kilometrów na pierwszym etapie przebiegłem w towarzystwie Maćka Kozłowskiego z Siedlec, który zapraszał mnie w swoje strony na imprezę na orientację o nazwie Lenie w Terenie. Niestety była to impreza rowerowa, czyli raczej nie dla mnie.


Słońce świeciło, co tej wiosny nie było wcale częste, było nawet nieco za ciepło. Trochę ciężko było odnaleźć się w okolicach Wólki Radzymińskiej, bo mapa topograficzna w skali 1:25 000 miała aktualność z lat 1973-74. A w międzyczasie zbudowano tam nową asfaltową szosę, a miejscowość się bardzo rozrosła. Wtedy spotkałem Pawła Szarlipa z Siedlec, organizatora słynnego roztoczańskiego rajdu na orientację o nazwie Skorpion. Razem znaleźliśmy PK 15 na skraju bagniska, ale na bezleśnej drodze prowadzącej na zachód do Nieporętu urwałem się i jemu. W szkole w Nieporęcie zameldowałem się po znalezieniu wszystkich 16 punktów kontrolnych, okazało się że jak na razie jestem na siódmym miejscu. Nieźle, dobrze by było tę lokatę utrzymać.

Uzupełniam wodę w camelbagu, zjadam kilka czekoladowych cukierków i kawałków banana. Ruszam na drugi etap tuż po dotarciu do szkoły Pawła oraz pary innych uczestników A-50. Drugi etap to scorelauf – na mapie do biegów na orientację w skali 1:16 300 zaznaczono 14 punktów kontrolnych, do których dotrzeć należało w dowolnej kolejności. W optymalnym wariancie dystans wynosił 15 km, w praktyce oczywiście więcej. Za każdy niezaliczony punkt dodawano do czasu karną godzinę. Wszystkie punkty scorelaufu znajdowały się w leśnym terenie na zachód od Nieporętu i Kanału Żerańskiego. Postanowiłem zacząć od północnej strony, a potem poruszać się z grubsza przeciwnie do ruchu wskazówek zegara.


Na pierwszy ogień idzie punkt I, w drodze do niego buty znowu grzęzną w błocku. Daje o sobie znać zmęczenie, długo szukam punktu B. Wracając z położonego najdalej na północy punktu A ponownie spotykam Pawła z Lublina zmierzającego w przeciwnym kierunku. Niektóre punkty kontrolne znajdowały się w bardzo urokliwych miejscach, np. punkt D umieszczono przy malowniczych malutkich stawach w środku lasu (niestety trochę zaśmieconych). Na drodze do ukrytego na brzegu jeziora punktu K moczę nogi, bo nie da się ominąć rozlewiska po niedawnych obfitych opadach. Na punkcie O spotykam Kubę, który ma na razie znalezione tylko cztery punkty drugiego etapu, podczas gdy mnie do końca zostało już tylko pięć. Znowu błądzę, ale krótko, szukając punktu P. Po znalezieniu punktu R trochę „zburaczyłem” (tak orientaliści nazywają zboczenie z trasy wynikające z utraty orientacji) i wylądowałem na ruchliwej szosie Nieporęt-Warszawa. Wracam więc w okolice punktu kontrolnego i już bez większych problemów docieram do ostatnich punktów N, M i H, spotykając po drodze Maćka Kaseję. 


Truchtem dobiegam do mety w szkole, jestem szósty. Ale jeden z uczestników imprezy, który dotarł do szkoły przede mną, zgubił swoją kartę kontrolną, co wiąże się z dodaniem kilku karnych godzin za niezaliczone punkty. Jestem więc piąty w generalce A-50, a w kategorii wiekowej M-40 trzeci. Nie spodziewałem się takiego sukcesu zwłaszcza, że obsada konkurencji jest coraz mocniejsza i coraz liczniejsza. Mój czas to 8:45:15, wszystkie punkty zaliczone, na oko przebyłem jakieś 65-70 km, bo buraczenia trochę po drodze było. Niestety w kategorii nagradzany jest według regulaminu tylko jej zwycięzca. Niedługo po mnie dociera do mety Marcin, potem Maciek Kaseja i Grzesiek Witkowski (niegdyś sporo razem biegaliśmy po asfaltach, teraz on przerzucił się na AR). Korzystam z zamówionego przez orgów cateringu, ale nie czekam na zakończenie zawodów i wracam samochodem do Warszawy. Trzeba się szykować do jutrzejszego III ERGO Biegu Truskawki, pobudka o świcie i kto wie czy dzień nie cięższy od dzisiejszego.

Impreza jak zwykle okazała się bardzo fajna i dobrze zorganizowana. Z roku na rok rośnie liczba jej uczestników, przyjeżdżają oni na DyMnO nawet z najdalszych zakątków kraju. Andrzej Krochmal i jego koledzy to starzy wyjadacze, uczestnicy wielu imprez InO, można rzec że profesjonaliści. Z pewnością DyMnO wejdzie na stałe do mojego biegowego kalendarza, ale oczywiście tylko w konkurencji biegowej.


Wyniki reprezentantów KB Galeria Warszawa:

5. Goleń Jan, 8:45:15, 3. msce w kat. M-40

6. Miśkiewicz Marcin, 9:02:50, 3. msce w kat. M-20

39. Żuber Jakub, 11:16:47, 15. msce w kat. M-20


Pełne wyniki:

http://inowwa.republika.pl/dymno/2010/a50.pdf


Strona organizatorów:

http://dymno.prv.pl/


 
Komentarze (3)
3 niedziela, 27 czerwca 2010 12:59
Autorem zdjęć jest Piotr Silniewicz
2 piątek, 25 czerwca 2010 10:19
Miśku, jednak wolę A, szukaj innego chętnego.
1 piątek, 25 czerwca 2010 05:51
I ja tam byłem, jak wspomniał Janek, wszystkie punkty zaliczyłem. Niestety podczas zawodów musiałem przez telefon załatwiać sprawy służbowe, straciłem na to 30 min. Szkoda. Na pocieszenie w zeszłym roku byłem 7 w tym 6. Postęp jest.
W tym miejscu apeluję. Janku nie poddawaj się! Wystartujmy za rok na trasie E! Damy radę!

Dodaj swój komentarz

Twoje imię/nick:
Twój e-mail:
Komentarz:
©2008-2009 KB Galeria Warszawa, Powered by Joomla! 1.5
Ask ve Sevgi  - Ask ve Sevgi sitesi - Ask ve sevgi blogu - Ak ve sevgi - ak ve Sevgi sitesi