Designed by:
SiteGround web hosting Joomla Templates


statystyka
Przygtowania do Nowego Jorku, czyli Dżastin trenuje pod okiem Małgorzaty Sobańskiej Drukuj Email
Wpisany przez Dżastin   
czwartek, 16 lipca 2009 23:29

W pierwszym tygodniu lipca udało mi się aktywnie spędzić czas na obozie treningowym, organizowanym przez Fundację Maratonu Warszawskiego w Szklarskiej Porębie. Moimi trenerami byli Małgorzata Sobańska – mistrzyni Polski w Maratonie wraz z Piotrem Mańkowskim – prywatnie jej mężem. W czasie tych 6 dni przebiegłam ponad 62 km i zaliczyłam wycieczkę biegową o długości 18,56 km na Szrenicę. Dla mnie - biegaczki o 3-letnim stażu, z 5 maratonami na koncie obóz pozwolił trochę szerzej popatrzeć na kwestie związane z bieganiem. Te 6 dni było dla mnie przełomem w podejściu do biegania.


Zacznijmy od początku. O udziale w obozie jak zwykle zadecydował przypadek. W czasie akcji Polska Biega rozmawiałam z koleżanką Anią Pawłowską–Pojawą na temat chęci wyjechania na obóz treningowy ukierunkowany na poprawę jakości biegania w Szklarskiej Porębie. Piszę w Szklarskiej Porębie, bo jest to mekka dla biegaczy i większość obozów jest organizowanych w tej górskiej miejscowości ze względu na mikroklimat - prównywalny z alpejskim. Takich obozów jest dużo, ale Ania powiedziała mi o obozie z Małgorzata Sobańską – zwyciężczynią maratonu w Londynie w 1995 roku. Była to bardzo ciekawa propozycja, gdyż nie często zdarza się trenować z 40–letnią biegaczką, którą nadal można zobaczyć w czołówce biegaczy w maratonie. Szybko weszłam na stronę www.maratonwarszawski.pl i zgłosiłam się na I turnus. Był to ostatni moment, bo lista uczestników szybko się zapełniła.

W sobotę 4 lipca, po ponad 7 godzinach jazdy z Warszawy dotarłam do hotelu Sudety, gdzie mieliśmy przebywać podczas obozu. O 18 00 po kolacji wszyscy uczestnicy spotkali się w sali konferencyjnej, żeby omówić program na najbliższe dni. Założenia programu przedstawił Piotr Mańkowski trener Małgorzaty. Mieliśmy zaczynać o 7 30 rozruchem do pobliskiego stadionu (mieszkaliśmy ok. 500 metrów od stadionu). Potem śniadanie po godz. 8 00, a następnie o 10 30 pierwszy trening. Po treningu zasłużony obiad i przerwa. O 17 30 czas na następny trening, na koniec o 19 00 kolacja. W sumie 2 treningi dziennie i rozruch. Założenia ambitne, ale wykonalne. Biegam tygodniowo ok 50-60 km, więc ilość treningów mnie nie przerażała. Ciekawa byłam co będą te treningi zawierały. Dostaliśmy kartkę z planem na cały tydzień z dziwnie dla mnie brzmiącymi określeniami typu: "zabawa biegowa" czy tajemniczą "sprawnością". Na zakończenie spotkania miły akcent dla uczestników obozu ze strony organizatorów - koszulka Adidasa z logo maratonu i napisem obóz treningowy – niebieska dla kobiet, granatowa dla mężczyzn, którą wręczył sam Marek Tronina.


Po spotkaniu już pierwszego dnia mieliśmy dokonać podziału na grupy. Zmęczona podróżą wybrałam słabszą grupę, a drugiej strony chciałam wybadać u biegaczy jak biega się z Małgorzatą Sobańską. To był dobry ruch z moje strony, bo biegnąc w „słabszej grupie” mogłam zadawać dużo pytań trenerowi, Piotrowi co wykorzystałam już podczas tego pierwszego 6 km odcinka. Dowiedziałam się o prawidłowym ustawianiu stopy na śródstopiu, o pracy rąk, o tzw. swobodnym bieganiu. Niestety mój dylemat z dużym tętnem nie został rozwiązany, gdyż nie było możliwości pomiaru poziomu zakwaszenia.

Strategia przyjęta pierwszego dnia zaważyła o moim programie zajęć w ciągu obozu. Dwa treningi w ciągu dnia rozkładałam pomiędzy grupy – silniejszą z Małgorzatą Sobańska i słabszą z Piotrem Mańkowskim. W silniejszej byłam na końcu i musiałam gonić grupę, w słabszej byłam na początku i mogłam zadawać pytania trenerowi. O przydziale do grup zadecydowały też względy towarzyskie – szybko nawiązałam kontakt z Moniką, która jak się okazało zamierza biec maraton w Nowym Jorku podobnie jak ja. Z tego też powodu starałam się jak najczęściej biec w grupie silniejszej, ale czasami musiałam iść na drugi trening do słabszej grupy, żeby mieć siłę go dobrze wykonać.

Drugiego dnia obozu właśnie zdecydowałam się na trening ze słabszą grupą, gdyż był przewidziany II zakres. Ten II zakres w przypadku biegu z mocniejszą grupą byłby dla mnie III zakresem więc pokornie wystartowałam ze słabszymi. Trening był na stadionie. Mieliśmy biec o 30 minut szybciej niż na wybieganiu w I zakresie. W moim przypadku to czas 5 min/km. Zaczęłam za szybko do przebiegnięcia był dystans tylko 4 km (10 kółek po stadionie). Sama nawierzchnia tartanowa mnie niosła, a dodatkowo chciałam konkurować ze startującymi na stadionie lekkoatletami w tym z Katarzyną Kowalską - olimpijką w biegu na 3000 metrów z przeszkodami (wcześniej widziałam ją na biegu na 10 km - II Praska Dycha zimą, który wygrała z amatorami w cuglach). Konkurować to chyba za dużo powiedziane po prostu za szybko pobiegłam i zamiast 5 km wyszło 4,40/km. Efekt tego był taki, że zrobiłam trening 2 x 2km z przerwą 5 minutową. Po treningu na bieżni trener Piotr namówił nas na bieganie na boso po trawie, co wspaniale rozluźniło mięśnie po wysiłku, a jednocześnie jest bardzo naturalne. Tego samego dnia wybrałam się na drugi trening z silniejszą grupą zgodnie z moją strategią. Do przebiegnięcia była pętelka 6 km z czego połowa była pod górę a druga część z górki.

Schemat godzinowy treningów powtarzał się każdego dnia. Różne były natomiast bodźce zastosowane w bieganiu. Szczególnie podobała mi się zabawa biegowa z treningu z Małgorzatą Sobańską. Najpierw bieg 5 km a potem 10 przebieżek – po 30 sekund szybko i 20 sekund truchtu. Wytrzymałam z grupą tylko 6 przebieżek z założonych 10. Było to dla mnie pierwsze doświadczenie treningowe tego typu. Według trenerów jest ono bardzo skuteczne w poprawianiu szybkości. Zabawa biegowa była też kolejnego dnia z opcją minutową – 10 przebieżek po 1 minucie, 5 szybko i 5 w przerwie wolno. Rzeczywiście czas był dosyć dobry, udawało mi się przebiec około 250 metrów z prędkością 3,50/km.


Szczególnie cenne były dla mnie ćwiczenia, które najczęściej były po drugim treningu. Piłka lekarska, płotki, ćwiczenia na siłowni, core body. Każdego dnia coś innego, byłam zaskoczona różnorodnością tych ćwiczeń. Niektóre z nich demonstrowała sama Małgorzata Sobańska. Widać było, że ma wprawę w ich wykonywaniu i mówiła, że są w jej treningu ważne. Były tez nowinki z USA, takie jak wałek, którym można rozmasować obolałe nogi i który zamierzam nabyć podczas pobytu za oceanem. Te ćwiczenia pokazywała Ola Bykowska – członek ekipy trenerów z przeszłością sportową a obecnie dietetyk i stypendystka uniwersytetu w Buffalo.

Ola miała również wykład w części wieczornej poświęcony żywieniu długodystansowców, w którym zaprezentowała nie tylko skomplikowane łańcuchy białka, tłuszczów i węglowodanów, ale również podkreśliła zasady stosowania odpowiednich proporcji w odżywianiu. Po wysłuchaniu na pewno zamierzam więcej się nawadniać i więcej jeść tłuszczy omega-3 zwartych w rybach czy oleju lnianym.

Plan zajęć był wypełniony nie tylko treningami, ale również zajęciami sportowymi typu koszykówka, siatkówka czy gra w brydża. Urozmaiceniem zajęć była wycieczka w połowie pobytu na Szrenicę. Trasę pokonałam w czasie 3 godziny i 31 minut na dystansie 18,5 km. Malownicze a zarazem wymagające podejście zaliczyłam dosyć szybko – wprawiona po wysiłku z początku czerwca w czasie biegu Rzeźnika w Bieszczadach. Na samej górze były płaskie odcinki, gdzie biegali lekkoatleci z reprezentacji Polski. Na odpoczynek po męczącym podejściu udaliśmy się do schroniska tuż przed nadciągającym deszczem. Zejście było równie ciekawe z wspaniałym widokiem wodospadu Kamieńczyka.

Po długiej wycieczce były ćwiczenia z siły biegowej, następny dzień treningowy był dosyć ciężki. Po rozbieganiu 4 km ćwiczyliśmy podnoszenie prawidłowe nóg i rąk naprzemiennie oraz skipy A,B,C. Pierwszy raz robiłam takie ćwiczenia pod fachową opieką. Najpierw 50 m w skipie potem 50 metrów biegu. Wszystkie te niby drobne elementy i odpowiednia ich kolejność decydują o prawidłowym treningu.

Mój pobyt zbliżał się już ku końcowi i z czasem miałam coraz lepszą wytrzymałość. Widać to było po spadającym tętnie oraz po tym, że nie potrzebowałam odpoczynku po obiedzie. Przedostatniego dnia wybraliśmy się większą grupą do Harrachova zobaczyć skocznię po stronie czeskiej, z której skakał Małysz. Akurat udało nam się zobaczyć skok na igielicie młodego skoczka.


Obóz uważam za bardzo udany. Trenerzy Piotr Mańkowski, Małgorzata Sobańska i Aleksandra Bykowska są bardzo sympatyczni i przystępni. Pomysł organizacji przez Fundację Maratonu takiego obozu jest bardzo dobry. Daje możliwość treningu i podpatrywania najlepszych, poprawy swoich przyzwyczajeń czy nauczenia się czegoś zupełnie nowego. W moim przypadku były to zabawy biegowe i siła biegowa, które zamierzam dołożyć do moich treningów oraz ćwiczenia sprawnościowe.

Przede mną dwa maratony w październiku w Chicago i Nowym Jorku. Mam nadzieję, że uda się poprawić wynik z Paryża i uzyskać czas poniżej 3 godz. 45 minut. Jak zwykle na sukces składa się dużo elementów jednym z nich jest praca a drugim ludzie, których spotykasz na swojej drodze. Udało mi się spotkać wspaniałych ludzi z pasją - trenerów i biegaczy. Ktoś kiedyś powiedział: „kiedy jesteś gotowy pojawia się mistrz…”

Justyna Kowalczyk

 
©2008-2009 KB Galeria Warszawa, Powered by Joomla! 1.5
Ask ve Sevgi  - Ask ve Sevgi sitesi - Ask ve sevgi blogu - Ak ve sevgi - ak ve Sevgi sitesi